
Końmi interesowałam się od kąd pamiętam. Oglądałam "Mustang z dzikiej doliny" czy "Czarny Książę" (nadal oglądam). 7 sierpnia 2017 r. miałam swoją pierwszą jazdę, kilka kilometrów od mojego domu w małej stajni. Przed pierwszą jazdą obejrzałam chyba wszystkie filmy na YouTube o tym jak ona wygląda i jak się ubrać. Instruktor pokazał mi jak czyścić i siodłać konia, co nie było mi obce, a potem puścił na przepięknym koniu Kubaniu w stępie. Wszystko przebiegało tak jak sobie wymarzyłam. Lonża i kłus anglezowany i ćwiczebny. Instruktor pytał, czy już kiedyś nie jeździłam, bo wychodzi mi za dobrze jak na pierwszy raz (to mnie zmotywowało). Trochę mnie motywujące było zejście z Kuby i dojście do samochodu. Amator. Moja druga lekcja zaczęła się tak samo: czyszczenie, siodłanie, stęp, dostałam bacik i miałam go troszeczkę popędzać, aby "nie zasnął". Po jakiś dziesięciu minutach stępu Kuba zaczął kłusować, a ja anglezować. Pan to zobaczył i kazał mi go zatrzymać. Później powiedział, że mam zakłusować i to zrobiłam i tak bez lonży kłusowałam, co było wspaniałe. Trzecia lekcja to półsiad i drągi. Na czwartej lekcji dostałam innego konia, a mianowicie: Jagodę, piękną, siwą klacz. Nasze początki nie były przyjemne. Jagoda wyrwała mi się kiedy pan ją siodłał, nie do końca mnie słuchała, ale po jakimś czasie zaczęło się układać. To była moja ostatnia lekcja. Nie mogę teraz jeździć, muszę czekać do wiosny. Zostały jeszcze przynajmniej 3 miesiące i nie mogę się doczekać, aby wsiąść na konia. Ostatnio byłam na Cavaliadzie w Poznaniu i podziwiałam. Kto też był?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz